Menu

Dzień Pokuty i Modlitwy - Popielec

Dzień Pokuty i Modlitwy - Popielec, Legnica, 05.03.2014

Tekst: 2. Mż 32,1-6;15-20

   Umiłowani w Panu Jezusie Chrystusie! Rozpoczynamy dzisiaj czas pasyjny. Czas wyjątkowy, bo w dużej mierze przeznaczony na kierowanie swego wzroku w stronę krzyża Jezusa Chrystusa. W ostatnim czasie, teksty, które rozważaliśmy zachęcały nas do tego, by pójść za Jego głosem, by całym sercem Mu zaufać i kroczyć u Jego boku. Chrystus wie doskonale dokąd zmierza, zapowiada zresztą swoją śmierć i cierpienie kilkakrotnie na kartach Ewangelii. Wyrusza więc w drogę upokorzenia, hańby, a jednocześnie w drogę zwycięstwa i zbawienia. To wszystko czyni dla grzesznika, który sam sobie pomóc nie może.

    Nieco inne zdanie zdaje się mieli Izraelici. Ten tekst, który ma nas dzisiaj poprowadzić przedstawia ich wędrówkę do Ziemi Obiecanej. Ta wędrówka się dłuży, Mojżesz, który rzekomo poszedł na górę porozmawiać z Bogiem też długo nie wraca. Lud Boży więc niczym załoga na statku zaczyna się buntować. Oto za chwilę nie będzie co jeść, oto ktoś na nas napadnie i zginiemy, trzeba było jednak zostać w Egipcie i być tym uciskanym niewolnikiem, niż teraz martwić się o swój los. Każdy ma prawo do chwili słabości, może i Aaron, albo Jozue, którzy czuwać mieli nad ludem te chwile akurat przeżywali, nie potrafili odpowiednio zareagować. Tymczasem Izraelici znaleźli rozwiązanie swych problemów i trosk. Doszli do wniosku, że potrzebują Boga, który pójdzie przed nimi. Widzialnego Boga. Nagle przestała odpowiadać im forma, która dobrze funkcjonowała wcześniej. Wówczas jedynie Mojżesz mógł z Bogiem rozmawiać, mógł za swój lud się wstawiać, mógł prosić o przebaczenie, był przywódcą Izraela. Teraz jego już dłuższy czas nie ma i zaczynają rodzić się wątpliwości. Może kiedy zabraknie Mojżesza, zabraknie i Boga, który o nas się zatroszczy.

    Oczywiście my dzisiaj śmiało poddajemy krytyce to, co tam na pustyni się wydarzyło. Złoty cielec na pierwszy rzut oka kojarzy się z niewiernością narodu wybranego względem Boga. I to prawda, nie zamierzam tego kwestionować, jednakże spójrzmy na te zależności, jakie podczas tej wędrówki panowały. Kiedy małe dziecko widzi, że z zasięgu wzroku znika jego matka zazwyczaj wpada w płacz, panikę, zakłopotanie, zwyczajnie się boi. Izrael, choć to śmiesznie może brzmi był chyba takim właśnie dzieckiem i dopóki w zasięgu wzroku miał swojego wodza, czuł się bezpiecznie, później zaczęła wkradać się niepewność. To tak samo, jak Chrystusowi uczniowie na morzu, gdy rozpętała się burza, nie widząc Mistrza wpadli w panikę. Te wszystkie obrazy są bardzo do siebie podobne.

    Ponadto spójrzmy, jak zwracają się ci ludzie do Aarona: Uczyń nam bogów, którzy pójdą przed nami, nie wiemy bowiem, co stało się z Mojżeszem. Czy są to słowa buntu, sprzeniewierzenia się? W tych słowach kryje się przede wszystkim strach. Ci ludzie więc potrzebowali w tym momencie posilenia, podbudowania wiary, to przede wszystkim zadanie Aarona. Ale z drugiej strony też nie chciałbym być na jego miejscu. Wszak nie miał do czynienia z grupą kilkuset ludzi, tylko znaczenie większą. Czytamy, że Izrael opuścił Egipt w liczbie sześciuset tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. On też pewnie więc boi się, że gdy nie wypełni prośby może mieć problemy. To na nim spoczywa teraz największa odpowiedzialność.

    Ulega tej prośbie. Lepi złotego cielca z kolczyków i biżuterii wszystkich ludzi. Ciekawe zjawisko ma tutaj miejsce. Oto ludzie tworzą niejako z samych siebie boga, który nagle staje się rozwiązaniem ich problemów. Okazuje się, że to, co dotychczas nosili na sobie, teraz poprowadzi ich do celu. Nagle smutek zamienia się w radość, niepokój w taniec. Wydaje się, że Mojżesz i jego Bóg są już do niczego niepotrzebni. To chwilowa radość, chwilowe uniesienie. Bo w rzeczywistości to wszystko powoduje, że owe wędrowanie wcale nie przybliża do celu, tylko rozciąga się w czasie na długie lata. Z tego obrazu wydobywa się prawda, która aktualna jest i dzisiaj dla nas wszystkich. Mianowicie: Człowiek, który zamiast w Boga zaczyna wierzyć w samego siebie, jest w stanie osiągnąć tylko pozorne szczęście. Ono jedynie przysłoni dotykające problemy i słabości, ale nigdy ich nie rozwiąże.

    Stąd reakcja Mojżesza, schodzącego wreszcie z góry jest zdecydowana i gwałtowna. On doskonale wie, że złoty cielec nie jest rozwiązaniem, dlatego niszczy go, wrzuca w ogień, ściera w proch i wrzuca do wody, a potem tę wodę daje wypić ludziom. To istny akt pokuty za grzech. Owe złoto znów symbolicznie powraca do człowieka na znak tego, że jest ono bezużyteczne, a chęć jego ubóstwienia teraz stanowi dla człowieka jedynie zgorzknienie. Ciekawy to obraz, który też dla nas dzisiaj może być swego rodzaju przestrogą, by z dystansem podchodzić do dóbr i bogactw doczesnych. Korzystać z nich, ale pilnować tej granicy, by nie stały się dla nas ważniejsze niż cokolwiek innego, by nie zostały ubóstwione, by nasze życie nie zostało przez nie zniewolone.

    Historia narodu Izraelskiego pokazuje, że to Boże drogi są doskonałe. I choć dla człowieka często niezrozumiałe, to jednak kryje się w nich sens, który zawsze przewyższać będzie pojmowanie człowieka. To wskazówka dla nas wszystkich. Nasze życie też jest drogą, ciągłym wędrowaniem do jakiegoś upatrzonego celu. Wiemy, że, aby ten cel zrealizować, trzeba włożyć wiele pracy i zaangażowania. Często sportowcy pięknie na ten temat się wypowiadają, z wyjątkiem piłkarzy, którzy nie wiele muszą potrafić, by zarabiać wielkie pieniądze. Ale to inny problem. Na szczęście w większości dyscyplin jedynie ciężka praca, wiele wyrzeczeń przynosi sukces. Trzeba niekiedy długo na niego czekać, ale warto.

    Przed nami więc też praca, intensywna, niekiedy trudna. Praca nad sobą, nad swoim życiem, nad swoją duchowością. Nasza wiara ciągle przecież musi się kształtować, ubogacać, często odpowiadać też na trudne pytania. Kim jestem? Co tutaj robię? Kim dla mnie jest Bóg? Czy potrzebuję, by szedł przede mną przez życie. Izrael takiego właśnie Boga szukał, tylko nie potrafił go znaleźć, nie umiał go doświadczyć. A my? My wkraczając w ten czas pasyjny mamy przed sobą Chrystusa idącego na krzyż, niosącego ciężar całej ludzkości, wyzbywającego się swej chwały, zniżającego się do granic, okazującego miłość każdemu człowiekowi bez wyjątku. Czy za tym Chrystusem zechcemy iść? Najpierw wpatrując się w Jego krzyż, po to, by w wielkanocny poranek razem z Nim oznajmić: Jezus żyje, z Nim i ja!

    Niechaj te kolejne tygodnie będą dla nas szczególnym czasem, czasem zbliżenia do Boga, czasem spoglądania w samych siebie, czasem odnajdywania drogi, którą z Bożym błogosławieństwem każdego dnia będziemy mogli podążać, w nadziei i z wiarą, że idzie przed nami Ten, który jest najlepszym przewodnikiem. Ten, którego choć nie widzimy, to jednak zawsze jest blisko i wiarą możemy tej bliskości doświadczać. Pamiętajmy więc o tym w ten pasyjny czas, pamiętajmy o tym i w każdy kolejny dzień.

Jak jestem, idę całkiem tak, pod krzyża Twego święty znak, ozdoby mnie biednemu brak. Więc idę już, Baranku mój!

Jak jestem, idę, pełen skruch, niewinność ma rozwiana w puch, Twej łasce tylko ufa duch, więc idę już, Baranku mój!

Jak jestem, idę, Panie mój, miłością swoją serce zgój, bym wiecznie już pozostał Twój, Baranku Boży, idę już!

Amen.

DIAKONIA LEGNICA

Parafia prowadzi w budynku przy ul. Mickiewicza 36 Wypożyczalnię Sprzętu Rehabilitacyjnego. Wszystkich serdecznie zapraszamy do współpracy i skorzystania z naszej oferty.

Więcej…

ADWENT

Rozpoczął się nowy rok kościelny. Przed nami cztery tygodnie czasu Adwentu.

Serdecznie zapraszamy do udziału w nabożeństwach.

Więcej…
  • Slider1
  • Slider3
  • Slider4
  • Slider5
  • Slider6
  • Slider7
  • Slider8
  • Slider9
  • Slider10
  • Slider11
  • Slider12
  • Slider13
  • Slider14
  • Slider15
  • Slider16
  • Slider17
  • Slider18
  • Slider19
  • Slider20
  • Slider21