Menu

Niedziela Exaudi

6. Niedziela po Wielkanocy – Exaudi

 Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, miłość Boga Ojca i społeczność Ducha Świętego niechaj będą z nami wszystkimi teraz i na wieki wieków. Amen.

 Tekst: J 15,26-16,4

 

      Umiłowani w Panu Jezusie Chrystusie! W miniony czwartek przeżywaliśmy Święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Czterdzieści dni po Wielkanocy Jezus Chrystus pochwycony został w górę i odszedł do nieba. Wstąpił tam, skąd przyszedł. Pozostawił swym uczniom przykład, pozostawił swoją naukę, pozostawił drogowskaz do życia, a sam zaś zasiadł po prawicy Ojca w niebie. Dzisiejsza Niedziela, Niedziela Exaudi w starokościelnej tradycji tłumaczy się za słowami Psalmu Słuchaj, Panie głosu mego! A w praktyce jest ona wyczekiwaniem na spełnienie obietnicy, jaką swoim uczniom pozostawił Chrystus. On wszak obiecał im Pocieszyciela, Ducha Prawdy, Ducha Świętego, który wzmocni ich serca, który ugruntuje ich wiarę, który pobudzać będzie do działania i składania świadectwa o Bogu innym. Chrystus na kartach Ewangelii wielokrotnie im to tłumaczy. On nie pozostawi tych ludzi samych, ale z drugiej strony chce też, by nauczyli się samodzielności, by nauczyli się żyć bez cielesnej obecności Chrystusa, tak by nie czuli się wiecznie uzależnieni od swego Mistrza.

 

      Ten dzisiejszy tekst, który mamy wspólnie rozważać także stanowi wezwanie do wiary, zaufania i wytrwałości, gdy wypełni się Boża obietnica. Kiedy Duch Święty napełni serca Chrystusowych uczniów, kiedy powstanie chrześcijański kościół, gdy kształtować się będą  nowe zbory, nie wszyscy będą tym faktem zadowoleni. Ci, którzy kilkanaście tygodni wcześniej myśleli, że udało się powstrzymać niebezpiecznego nauczyciela z Nazaretu, skazując Go na śmierć, teraz dopiero dostrzegają owoce Jego nauki i znów zrobią wszystko, by chrześcijaństwo jak najszybciej zostało rozpędzone. To ściąga na wyznawców Chrystusa całą masę prześladowań, cierpień, wyrzeczeń. Po tej prawdziwej euforii zmartwychwstania często nie będzie już śladu, zaś rozpocznie się prawdziwa walka o przetrwanie. Niemniej jednak walka zakończona duchowym zwycięstwem, wszak nic nie jest w stanie powstrzymać szerzącej się nauki, rozgłaszanej przez apostołów, Kościół trwa do dzisiaj.

 

      Jezus w tym naszym tekście poniekąd zaprawia ich w boju. Wyczula ich na to, że służba Kościoła nie zawsze będzie łatwa i na różnych płaszczyznach życia może natrafiać na trudności. Czy to polityczne, czy społeczne, kulturowe, obyczajowe. Ale wy składajcie świadectwo o mnie, mówi Chrystus. On obiecuje owszem Ducha Świętego, obiecuje Pocieszyciela, ale nie stawia w tym miejscu znaku równości, który uczniom pozwalałby osiąść wygodnie na swych miejscach i czekać, aż sam Duch Święty będzie działał i budował Kościół, a oni będą tylko patrzeć. Nie. Wy składajcie świadectwo o mnie. Pomimo tego, że nie zawsze będzie łatwo. Pomimo tego, że wykluczać was będą z synagogi, z miejsc modlitwy, pomimo tego, że każdy, kto was będzie chciał zabić, będzie myślał, że czyni to w dobrej wierze. To wam powiedziałem, abyście się nie zgorszyli. Abyście wytrwali.

 

      Śmiało można więc wysnuć taką tezę, że życie Chrystusowych uczniów, czy też w ogóle pierwszych chrześcijan było opisane niczym na jednej wielkiej sinusoidzie. Dramat Wielkiego Piątku, radość Zmartwychwstania, niepokój, niepewność, a zarazem obietnica Jezusa Chrystusa o Pocieszycielu, wlewająca w serce nadzieję. Wreszcie rozstanie z odchodzącym do nieba Synem Bożym i za chwilę radosne Zielone Świątki, z wypełnieniem Bożej obietnicy i wylaniem Ducha Świętego na apostołów. Powstanie Kościoła, szerzenie Ewangelii, pozyskiwanie nowych wiernych, zakładanie nowych zborów, lecz z drugiej strony narażenie na wielkie prześladowanie i cierpienie. Z góry w dół, totalna huśtawka nastrojów. Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Jak tym wszystkim się nie zgorszyć? Jak nie utracić swojej wiary?

 

      Nas od tamtych wydarzeń dzieli sporo czasu. Lecz czy tak naprawdę aż tak wiele się zmieniło. Nas może to tak bezpośrednio nie dotyka w sposób cielesny, fizyczny, stąd może nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Lecz spójrzmy, ile jest dziś krajów, gdzie prześladuje się wyznawców Chrystusa, gdzie tak jak ci uczniowie przed wiekami, życiem niektórzy przypłacają za swą wiarę. Tam, gdzie chrześcijaństwo stawiało swe pierwsze kroki, tam dzisiaj znów jest w trwodze i niebezpieczeństwie. Jesteśmy tego świadomi, że w tych słowach Chrystusa wciąż wiele jest prawdy? To powiedziałem wam, abyście się nie zgorszyli. Czy Kościół jest świadomy swego celu i zadania, które zostało mu powierzone? My z dumą odnosimy się do Ojców wiary, tych z czasów apostolskich, jak choćby Szczepan, ukamieniowany za wiarę, czy tych późniejszych, którzy swą przynależność do Chrystusa przypłacili śmiercią na stosie, albo gdzie indziej. Z wielkim uznaniem wspominamy tych, którzy w czasach prześladowań spotykali się w lasach, w ukryciu na wspólnych modlitwach. A może warto też pomyśleć nad tym, co po nas wspominać będą przyszłe pokolenia. Czy wśród dzisiejszego pokolenia nie ma zbyt dużego rozprężenia, przewartościowania. Wielu wciąż oczywiście twierdzi, że Kościół jest ważny, potrzebny, ale czy gotowi jesteśmy w nim trwać za wszelką cenę i pomimo wszystko? Czy nasza wiara jest tak dobrze ugruntowana i świadoma, że pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość. Warto się nad tym dzisiaj zastanowić. Sam Chrystus powiada, parafrazując Jego słowa, że wyznawanie wiary nie będzie w modzie, ale wy składajcie świadectwo.

 

      Zdecydowanie łatwiej iść z prądem niż pod prąd. Zdecydowanie łatwiej dopasować się do obowiązujących realiów, niż uparcie bronić swego. Oszczędzamy sobie wówczas krytyki, wytykania palcem, mamy święty spokój. To prawda, że Kościół musi stawić czoło otaczającej go rzeczywistości, musi iść w parze ze światem, wszak tu i teraz żyje i funkcjonuje, i nie może zostać w tyle, ale też wcale  nie musi na wszystko się godzić, wszystkiemu przyklaskiwać. To tak, jak w małżeństwie, każdy ma swoje zdanie i zawsze potrzebne są kompromisy, ale nie może być tak, że za każdym razem tylko jedna strona musi się im poddać. Ja nie mówię o tym, by teraz wyjść na ulicę i zacząć wykrzykiwać prokościelne treści. Tu nie o to chodzi. Tak robią inni, często nawet sami nie wiedząc po co krzyczą. Ale chodzi o to, by mieć świadomość własnej tożsamości, by mieć świadomość własnej wiary, przynależności do Chrystusa, Kościoła. Wielu ludzi od Kościoła odeszło, bo stwierdzili, że nie jest on im do niczego potrzebny. Dobrze się powodzi, wszystko się układa, sami pracują na swoje szczęście, po co mi do tego jeszcze Bóg, którego i tak nie rozumiem. Ja jestem panem swojego życia, powie niejeden. Inny  z kolei sfrustrowany jest tym, że Bóg nie odpowiedział na jego modlitwę i także oddala się od Kościoła. Nie chcą mieć nic wspólnego z nim ci, którzy ciągle mówią o kościelnej instytucji, obłudzie, zakłamaniu. I trudno im się dziwić, a my?  

 

      Pierwsi chrześcijanie spotykali się i budowali swą wiarę na wspólnej modlitwie i łamaniu chleba, czy to najpierw w świątyni, czy później w czasach prześladowań, po domach. To jednak było tym, co podtrzymywało, co kształtowało i wzmacniało. Może warto z nich wziąć przykład? Spójrzmy, że oni wcale nie wykrzykiwali na ulicach antyrządowych haseł, nie nakłaniali nikogo do rewolucji, oni wcale też nie chcieli stworzyć kościelnego państwa, jak dziś, o zgrozo, chcą niektórzy kościelni hierarchowie w naszym kraju, którzy wspomagani są przez obłudnie krzyczących polityków rządnych władzy. To nie jest droga Kościoła. Chrystus także nie walczył krzykiem, a jednak koniec końców zatriumfował i zasiadł po prawicy swego Ojca. Jego ślad zatem prowadzi tą wąską drogą, drogą często trudną i wyboistą, ale z drugiej strony drogą miłości, przebaczenia i wiary, ugruntowanej w modlitwie i we wspólnocie. Do tego właśnie dążmy, z pokornym sercem, z ufną wiarą, dbajmy o swój Kościół, róbmy swoje, dbajmy o tę społeczność, czyńmy dobry zasiew, składając świadectwo swej wiary, pokazując, że można inaczej, a przy tym doświadczajmy Bożej obecności i Jego błogosławieństwa na co dzień. Tego z całego serca Wam Drodzy i sobie z tego miejsca życzę.

 

Ku niebiosom dążmy wciąż, bośmy tylko tu w gościnie.

Aż do Kanaanu się dobijemy przez pustynię.

Tu pielgrzymi depcem kraj, tam ojczyzna, tam nasz raj.

 

Amen.

DIAKONIA LEGNICA

Parafia prowadzi w budynku przy ul. Mickiewicza 36 Wypożyczalnię Sprzętu Rehabilitacyjnego. Wszystkich serdecznie zapraszamy do współpracy i skorzystania z naszej oferty.

Więcej…

ADWENT

Rozpoczął się nowy rok kościelny. Przed nami cztery tygodnie czasu Adwentu.

Serdecznie zapraszamy do udziału w nabożeństwach.

Więcej…
  • Slider1
  • Slider3
  • Slider4
  • Slider5
  • Slider6
  • Slider7
  • Slider8
  • Slider9
  • Slider10
  • Slider11
  • Slider12
  • Slider13
  • Slider14
  • Slider15
  • Slider16
  • Slider17
  • Slider18
  • Slider19
  • Slider20
  • Slider21